Kto jest właścicielem domeny, kodu i strony po jej wykonaniu
Domena powinna być zarejestrowana na Ciebie lub Twoją firmę jako abonenta, hosting na Twoje konto, a kod źródłowy przechodzić na Ciebie po opłaceniu ostatniej faktury. Jeśli wykonawca rejestruje domenę na siebie i utrzymuje kod w swoim repozytorium, w praktyce wynajmujesz stronę, a nie ją kupujesz — i przy zmianie wykonawcy zaczynasz od zera.
To jest pytanie, którego prawie nikt nie zadaje przed podpisaniem umowy i które prawie wszyscy zadają dwa lata później, przy próbie zmiany wykonawcy. Wtedy jest już tylko negocjowanie.
Trzy rzeczy, które trzeba rozdzielić
Mówi się „moja strona”, ale to są trzy osobne rzeczy i każda może należeć do kogo innego.
Domena — adres, pod którym stoi strona. Rejestrowana u rejestratora na konkretnego abonenta.
Hosting — serwer, na którym strona fizycznie działa. Konto u dostawcy, opłacane cyklicznie.
Kod i pliki — to, z czego strona jest zbudowana, razem z projektem graficznym i treściami.
Zdrowy układ jest prosty: wszystkie trzy należą do Ciebie, a wykonawca ma do nich dostęp na czas współpracy.
Domena
Abonentem powinieneś być Ty albo Twoja firma. Nie wykonawca, nie agencja, nie „nasz dział IT”. Wpisane w rejestrze dane abonenta to jedyna rzecz, która rozstrzyga, kto może domenę przenieść, sprzedać albo pozwolić jej wygasnąć.
Jak to sprawdzić: dla domen .pl dane abonenta widać w wyszukiwarce WHOIS prowadzonej przez NASK. Wpisz swoją domenę i zobacz, czyje dane tam są. Jeśli widzisz nazwę agencji, a nie swoją — to nie jest Twoja domena, niezależnie od tego, co mówi umowa.
Dlaczego to ma znaczenie. Domena to jedyny element, którego nie da się odtworzyć. Kod można napisać od nowa, hosting przenieść w godzinę, treści przepisać. Adresu, pod którym klienci znają Twoją firmę od dziesięciu lat i który jest na wszystkich wizytówkach, nie odtworzysz.
Hosting
Hosting powinien być na Twoim koncie, opłacany przez Ciebie — nawet jeśli technicznie zarządza nim wykonawca. Wariant „my to hostujemy w ramach opieki” bywa wygodny i bywa uczciwy, ale sprawdź jedno: czy w każdej chwili możesz dostać kopię wszystkiego i przenieść się gdzie indziej.
Jeśli odpowiedź jest wymijająca, to nie jest opieka, tylko dźwignia.
Kod i pliki
Tu zaczynają się subtelności prawne, więc uprzedzam: nie jestem prawnikiem i to nie jest porada prawna. Poniżej to, co warto z prawnikiem omówić.
Przeniesienie majątkowych praw autorskich jest tym, czego chcesz. Umowa powinna wprost mówić, że prawa do wykonanego projektu przechodzą na Ciebie — najczęściej z chwilą zapłaty ostatniej faktury — i na jakich polach eksploatacji.
Licencja to nie to samo. Umowa może przyznawać Ci licencję na korzystanie zamiast przenosić prawa. Praktyczna różnica: przy licencji zwykle nie możesz swobodnie zlecić przeróbki komuś innemu.
Gotowe komponenty rządzą się swoimi zasadami. Motyw kupiony na rynku szablonów, biblioteka open source, zdjęcia ze stocka — wykonawca nie może przenieść na Ciebie praw, których sam nie ma. To normalne. Ważne, żeby wiedzieć, co jest czym, i żeby licencje na te elementy były wykupione na Ciebie tam, gdzie to konieczne.
Co sprawdzić przed podpisaniem
- Kto będzie abonentem domeny — imiennie.
- Na czyim koncie hostingowym stanie strona.
- Czy umowa przenosi majątkowe prawa autorskie, czy udziela licencji.
- W którym momencie prawa przechodzą — zwykle przy zapłacie końcowej.
- Gdzie jest repozytorium kodu i kiedy dostajesz do niego dostęp.
- Co dokładnie dostajesz przy zakończeniu współpracy — lista, nie ogólnik.
- Czy istnieje dokumentacja rzeczy niestandardowych.
Siedem pytań. Jeśli wykonawca odpowiada na nie bez wahania, to dobry sygnał sam w sobie.
Sygnały ostrzegawcze
„Domenę zarejestrujemy u nas, tak jest prościej.” Prościej dla kogo.
„Kod jest naszą własnością intelektualną.” Przy pracy na zamówienie to znaczy, że kupujesz prawo do korzystania, nie do dysponowania. Może być akceptowalne — ale musisz to wiedzieć przed podpisaniem, a nie po.
„Przy rezygnacji przekażemy pliki za dodatkową opłatą.” Ta klauzula istnieje po to, żeby zmiana wykonawcy była droga.
Brak umowy w ogóle. Przy mniejszych projektach częste. Bez umowy majątkowe prawa autorskie zostają u twórcy — czyli u wykonawcy, nie u Ciebie.
Jak to robię u siebie
Domenę rejestruję na Twoje dane albo przenoszę istniejącą — Ty jesteś abonentem od pierwszego dnia. Hosting zakładam na Twoje konto. Kod i pliki przekazuję przy odbiorze projektu, po opłaceniu ostatniej faktury, razem ze wszystkimi dostępami — od tego momentu możesz przenieść projekt do kogokolwiek.
Treści i zdjęcia zostają Twoje przez cały czas, bo to Ty je dostarczasz: nie kupuję zdjęć stockowych na Twoją stronę i nie piszę tekstów, więc nie ma tu licencji, która mogłaby kiedyś wygasnąć albo okazać się cudza.
To nie jest wielkoduszność, tylko rachunek: klient, który zostaje, bo nie ma haseł do własnej strony, i tak odejdzie przy pierwszej okazji, a po drodze opowie o tym znajomym.
Więcej odpowiedzi na pytania, które pojawiają się przed rozpoczęciem współpracy, zebrałem w FAQ. Jeśli masz konkretną umowę i konkretną wątpliwość — napisz, popatrzę i powiem, co bym doprecyzował.
- umowa
- domena
- współpraca